Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Drukuj

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Kiedy byłam małą dziewczynką w PRL-u bardzo często chorowałam 🤒. Najczęściej łapałam anginy. Pędzelkowanie migdałków było normą, jak jajeczko na miękko na śniadanie, a wodę z solą mogłam wciągać nosem. Moja babcia stosowała na mnie metody leczenia, za które dziś ścigał by ją MOPS. Wiadomo było, że chorobę trzeba wypocić i to było zadanie kwaskowej Polipiryny S, żeby mieć jednak pewność, że zadziała profilaktycznie szła za nią wesoła parka: nacieranie spirytusem i herbatka z wkładką.

Muszę przyznać, że czasem i trzy razy trzeba było zmieniać pościel i piżamę, aczkolwiek wiem to tylko z opowieści, bo sen miałam po tym zestawie twardy jak niedźwiedź w gawrze i rano nic nie pamiętałam. Za to pamiętam, że samo chorowanie lubiłam. Nie tylko za to, że mogłam na legalu wyjadać Visolvit z paczki paluchem.

Leżałam wtedy w łóżku i dostawałam prezenty - na pocieszenie i na nudę. Podarki były różne, w zależności od stanu pacjentki i co rzucili do sklepów. Szczególna była zielona, niezniszczalna, bo metalowa, zastawa dla lalek, która miała chyba 60 elementów. Często były to książki, bo przerwy w czytaniu miałam tylko jak gorączka spadała mi na oczy. Ale oddzielną kategorią były papierowe zestawy do składania. Najróżniejsze! Były lalki, którym wycinało się kilkanaście różnych strojów i można było je przebierać. Były bajki, do których składało się scenografię i odgrywało się inscenizację i były rożnego rodzaju makiety. Moją najukochańszą była poczta. Ile tam było wspaniałości! Oprócz kas, stolików i okienek składanych z tekturki, w zestawie były pieniążki, druczki na list polecony, a nawet stempelki. Absolutnie fascynujące, zupełnie jak prawdziwa poczta, która kojarzyła się z niespodzianką i magią. Uwielbiałam tam chodzić, słuchać dźwięku przybijanych pieczęci, moczyć palce na gąbkach, oglądać widokówki i kupować pachnące papeterie (w tamtych czasach poczta była jeszcze bardzo miłym urzędem, nie polem ekspozycji światopoglądowej) i uwielbiałam bawić się w pocztę. Prawdopodobnie marzyłam nawet, że to będzie moja ścieżka kariery. Miłość do składania papieru została mi do dziś, choć palce jak parówki nie są już tak chętne do współpracy.

Pandemia 🦠 jest trochę jak przewlekła choroba całej tkanki społecznej, a kolejne lockdowny znów zamykają nas na „chorobowym” - chociaż takiej częstotliwości to nawet chorowite dziecko jak ja nie miało.

Wspólnym elementem tych dwóch sytuacji jest niewątpliwie nuda. A jak mówi stare chińskie przysłowie - kiedy dzieci się nudzą, starzy nie mają życia. Gdybym jednak chciała stosować metody moich rodziców i za każdym razem dostarczać im rozrywki w postaci nowego prezentu, to po tym roku dźwig musiałby nas wyciągać spod tony śmieci, o ile by nas ktokolwiek odnalazł. Nie powiem, babcine metody też były kuszące, ale jedyny alkohol w naszym domu ma formę płynów do dezynfekcji. Aż tak zdesperowana nie jestem 🙈😂

Przypomniały mi się za to moje papierowe zabawki i pomyślałam, że to ich zajmie na chwilę. Temat też pojawił się naturalnie, bo o czym marzy każdy członek rodziny wielodzietnej funkcjonujący non stop we wspólnej przestrzeni ze swoimi bliskimi? 👩‍👧‍👦👨‍👦

Rzuciłam Satelitom karton, klej, nożyczki i farby, a oni zadbali o resztę.

Teraz w końcu każde ma swój pokój, a ja mam ich gdzie odsyłać jak przelewa mi się za kokardkę 😉 Do wykonania pracy wykorzystaliśmy:

⁃ farby plakatowe JOVI Schoolfarby JOVI Glitter

ołówki JOVI Trigraph Maxi

Wszystkie artykuły znajdziecie w sklepie http://sklep.jovi.net.pl/ 😃

A jakie dzieła powstały? O tym w relacji fotograficznej:

 
 
 
 
 
 
 
Artykuł przygotowany przez Agnieszkę z Jowisz i Satelity
Kategoria: Nowe produkty - branża szkolna
Odsłony: 1843